







od końcówki listopada do końca lutego trwałam w zawieszeniu. nic się nie działo. nic nie działo się na świecie, przy mnie, dla mnie, bez okazji. nie wiedziałam czy jestem. nie czułam kompletnie nic. stałam w miejscu naładowana negatywną energią której z siebie nie wypuszczałam. moje życie było szaro-burym niewypałem. trwały we mnie niezliczone wojny wewnętrzne. na moje pytania nie zostały udzielone odpowiedzi choć otrzymałam od najbliższych tak wiele cennych rad. rano piłam za słodką herbatę i za spuszczoną głową szłam do pracy.
teraz jest jakby inaczej. jest tak cholernie skrajnie że wiem , że żyje. moje smutki i sukcesy nie dają mi o sobie zapomnieć. płaczę przygryzając poduszkę bo za dużo chce czuć, chodzę szybkim pewnym krokiem z głową podniesioną do góry bo tak wiele dzieje się fotograficznie, bo tak bardzo się to rozwija i przynosi efekty, sukcesy.
kolejne miesiące zapowiadają się pracowicie, wystawy, plenery, spotkania, wiosna.



































































